czwartek, 14 marca 2013

SPRAWA HELLO POLANKA



Nie planowałam zaczynać od posta tego rodzaju, ale sytuacja aż się prosi o komentarz.

Na moim facebooku dzisiaj szum. Niemal wszystkie polubione przeze mnie strony, które obracają się tematycznie wokół Poznania, jednomyślnie udostępniają na swoich profilach screenshota z gmaila inicjatywy Hello Polanka. Celem HP jest ulepszanie życia na tym osiedlu oraz integracja jego mieszkańców. Wczoraj wieczorem, jak możemy przeczytać na fanpage’u, jedna z działaczek wysłała maile do właścicieli kilku firm, które reklamują się obok osiedlowego przystanku. Powodem było zapytanie o współpracę nad stworzeniem jednej, estetycznej tablicy reklamowej. Oto odpowiedź, która wywołuje dzisiaj tyle emocji:




W ciągu zdjęcie to zostało udostępnione 58 razy, a na facebookowym profilu Tiger OSK około dwudziestu kilku negatywnych komentarzy. Liczby wciąż idą w górę. W większości jest to krytyka PR-owego analfabetyzmu, zapewnienia o próbach rozpowszechnienia tego zdecydowanie odpychającego od firmy screenshota, pojawiło się jednak także kilka osobistych ataków. Tak jak to ostatnie uważam za przesadę i zejście do „poziomu” autora powyższego maila, tak z całego serca popieram działania mające na celu rozpowszechnienie wypowiedzi właściciela firmy.

Ktoś może powiedzieć: nagonka. Problem w tym, że nagonka z założenia jest działaniem manipulacyjnym, które opiera się na fałszywych informacjach.

Ktoś może powiedzieć: wiele hałasu o nic. Bzdura. Dobry wizerunek formy wymaga, żeby podchodzić z szacunkiem nie tylko do (potencjalnego) klienta, ale do każdego podmiotu, z którym wchodzi w dialog. Wypowiedzi takie jak powyższa prowokują tylko podejrzenia, że przedstawiciele firmy mają lekceważący i nieprofesjonalny (łagodnie mówiąc) stosunek do swoich klientów, tylko dobrze to ukrywają.

Ktoś może powiedzieć: udostępnianie prywatnej korespondencji jest nielegalne i zasługuje na krytykę. W rzeczywistości jest legalne (o ile nie narusza innych przepisów, takich jak ujawnianie tajemnicy). To, czy jest etyczne, to już inna sprawa.

Ja osobiście popieram takie działania. Gdyby adresatka kierowała się jedynie tym, że ktoś potraktował ją jak istotę gorszej kategorii i ona w takim razie chce się teraz zemścić – byłoby to w większości zignorowane przez użytkowników. Być może tkwiło w tej reakcji ziarno rozgoryczenia. Jest to zrozumiałe, ale jako powód do skupienia uwagi publicznej niewystarczające. Dla mnie jako obserwatorki tej sytuacji, niepowiązanej w żaden sposób z nikim z HP, ani z Tigera, najważniejsze jest podejście firmy, a także, jak mówi sama zaatakowana dziewczyna, kwestia podejścia do działających w takich inicjatywach kobiet.


Niemniej to, przez kogo taka firma jest reprezentowana, to ważna kwestia.

Moja osobiste wrażenia? Miałam do czynienia z takimi osobami. Zarówno mężczyznami, jak i kobietami. Miałam też nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała być świadkiem takiego traktowania, ale słodka naiwność nie wystarczy żeby to zagwarantować. Dlatego z całego serca będę otwarcie tępić takie podejście. 

Z odpowiedzi właściciela Tiger OSK można wywnioskować, że jest on osobą zdecydowanie niegodną zaufania. Z jednej strony poniża on dziewczynę, zastrasza, wskazuje jej miejsce dużo niżej niż to, do którego w jego mniemaniu stara się ona sięgnąć – nie może się tylko chyba zdecydować, czy jest to miejsce na wysokości rozporka, czy butów. Inaczej mówiąc, jawnie okazuje jej pogardę (za „aspiracje”), wyniosłą protekcjonalność (za płeć), mówiąc w dwóch słowach – swoją wyższość. Najwyraźniej czerpie z tego przyjemność, ponieważ jego wypowiedź jest dość rozbudowana jak na tak małą ilość treści. Z drugiej strony wysuwa w kierunku dziewczyny niedwuznaczne propozycje, zastanawiam się tylko, czy facet rzeczywiście jest tak zapatrzony w siebie (a jednocześnie przekonany o głupocie rozmówczyni), żeby liczyć na coś po takiej odpowiedzi? Czy może raczej chce tylko podkreślić, że nadaje się ona tylko do garów i do łóżka?

O takich rzeczach trzeba mówić głośno. Nie po to, żeby zgnębić, ale żeby nauczyć podstaw relacji międzyludzkich i pewnej etykiety. Nawet jeśli jedynym efektywnym sposobem jest wbijanie tej świadomości do głowy.


A internet nigdy nie zapomina.


wtorek, 12 marca 2013

WSTĘP

Blog powstał w związku z potrzebą rozwoju. Swoje teksty piszę od wielu lat, początków można upatrywać już w szkole podstawowej. Gimnazjum to okres buntu i teksty polemizujące z mainstreamem. Liceum to czasy, kiedy od rozwoju intelektualnego przeszłam do rozwoju emocjonalnego. Na studiach przestałam pisać. Przez ostatnie pięć lat nauczyłam się wielu rzeczy, ale potrzebuję czegoś, co pozwoli mi tę wiedzę ogarnąć.


Pierwszą notkę potraktuję jako podstronę O AUTORCE, ponieważ uważam, że subiektywizm, na którym chcę się opierać pisząc tutaj wymaga pewnego wyjaśnienia.


JESTEM NERDEM bo jaram się wiedzą. Chłonę ją z prawdziwą przyjemnością, zawsze szukam nowych informacji i uwielbiam ludzi, od których mogę się czegoś nauczyć.
*Inna sprawa jest taka, że znajomi nazywają mnie nerdem, bo gram w gry komputerowe (tu pasuje raczej geek, chociaż sama siebie bym tak nie nazwała).

JESTEM POLIHISTOREM nie przez to, co wiem, ale przez to, co chcę wiedzieć. Studiuję filologię i nie znam się na matmie, ale nie mogłabym nazwać siebie czystą humanistką – sam podział na umysły humanistyczne i ścisłe wydaje mi się sztuczny. Mnie interesują niemal wszystkie dziedziny nauki.

JESTEM KONSUMENTEM, ale nie znaczy to, że konsumpcjonizm jest moją religią. Mojej wartości nie definiuje metka. Ale lubię zakupy, lubię bożonarodzeniowy chaos, a czasem (sic!) lubię kupić więcej, niż mi potrzeba. 

JESTEM OBSERWATORKĄ, co inni często biorą mylnie za nieśmiałość. Prawda jest taka, że ludzie mnie fascynują i na początku wolę ich dobrze poznać, zanim zaangażuję się w dyskurs. Chyba, że jestem pijana. Wtedy bezwstydnie nawijam o sobie.

JESTEM FANKĄ (POP)KULTURY – pomijając podział na kulturę wysoką i popkulturę – uwielbiam!


Oprócz tych kilku cech istnieje jeszcze jedna, na której ma się niejako opierać ten blog:

JESTEM KOMENTATORKĄ.